Jak czytam w derDziennik.pl:
Jeszcze niedawno był wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości. Teraz Paweł Zalewski ma startować z list Platformy Obywatelskiej w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego – ujawnia DZIENNIK. On sam nie chce na ten temat rozmawiać, jednak jego polityczni przyjaciele potwierdzają: “Tak, Paweł dostał poważną propozycje od Platformy i raczej ją przyjmie” – mówią otwarcie.
Przekonuję się kolejny raz o tym, że partii w Polsce nie tworzą ludzie o poglądach prawicowych, liberalnych, lewicowych czy chadeckich. Nie mają też żadnego celu w zasiadaniu w takich czy innych gremiach tworzonych dzięki wyborom społeczeństwa. Jedynym celem i poglądem zdaje się być “koryto”.
Zalewski pokłócił się z Kaczorem. Rozumiem. Ma prawo być rozżalony czy zły. Ale jak rozumieć przejście do PO ponieważ “dostał poważną propozycję”? Myślę, że spowodowały to wysokie notowania PO w sondażach i pewność utrzymania się przy korycie.
Porównując – w USA prawybory z Barrackiem Obama przegrała Hillary Clinton. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić sytuacji by dostała teraz “poważną propozycję” od Republikanów w postaci miejsca na listach wyborczych tej partii. Nie sądzę też, by przyjęła taką ofertę jeśli by się pojawiła.
Panią Clinton, po takiej nagłej wolcie, komentatorzy by zjedli. Jej kariera polityczna byłaby skończona.
Partie w Stanach mają podwaliny w postaci stałych i niezmiennych przekonań kulturowych i społecznych. W naszym kraju o partiach raczej nie można tego powiedzieć. Idee biorą w łeb zaraz po podliczeniu wyników wyborczych.
I niestety pan Zalewski może sobie przeskakiwać z partii do partii jak kiedyś J. Rokita i wszyscy będą go ciągle brali za poważnego polityka.